Rynek miedzi konsekwentnie zmierzał w zeszłym roku w kierunku psychologicznej wartości 500 centów za funt metalu. Początek tego roku przyniósł jednak poważne wyhamowanie wzrostów. Prawie cały styczeń cena czerwonego kruszcu poruszała się w trendzie bocznym. Ożywienie na rynku pojawiło się dopiero dwa tygodnie temu, kiedy to miedź znowu zaczęła szybko drożeć. Pytanie tylko jak długo potrwa ten marsz...
Aby lepiej zrozumieć sytuację, w której się obecnie miedź znalazła, proponuję spojrzeć na wykres:
Wykres: Miedź; Notowania dzienne; Październik 2010 - luty 2011
Możemy przypuszczać, że styczniowy ruch boczny nie był niczym innym jak korektą prostą ABC, która narysowała się po wykreśleniu pełnej struktury pięciu fal. Co ciekawe, po jej narysowaniu rynek znowu zaczął nas informować, że zamierza dalej dynamicznie rosnąć.
Mianowicie w dołku hipotetycznej fali C pozostawił pozytywną formację przenikania. Żeby było jeszcze ciekawiej, to formacja narysowała się w silnym wsparciu geometrycznym, które wyznacza przeniesienie 1:1 A do C oraz zniesienie 61,8% fali piątej. Od tego momentu miedź znowu ruszyła na północ.
W tak zwanym międzyczasie zdołała wykreślić potencjalne fale jeden, dwa, trzy i teraz najprawdopodobniej kończy kreślić czwartą. Wypadałoby zatem, że rynek teraz narysuje falę piątą. Nie będę jednak ukrywać, że nie wydaje mi się, aby kurs miał w jej ramach dotrzeć do psychologicznej wartości 500 centów za funt metalu. Uważam, że takim realnym poziomem docelowym jest wartość 475 centów za funt.
Tak czy inaczej, najbliższym oporem jest szczyt hipotetycznej fali trzeciej, czyli ekstremum negatywnej formacji spadającej gwiazdy (463,75 centów za funt). Z kolei najbliższym wsparciem jest szczyt fali B (wspomniana wcześniej korekta prosta ABC), czyli poziom 446,75 centów za funt.
Krzysztof Chodorowski










