Co z tym złotem

Patrząc na wykres kontraktów terminowych na złoto można dojść do wniosku, że drogo już było. Przyglądając się jednak poczynaniom szlachetnego kruszcu nieco bliżej, można nieśmiało zacząć przypuszczać, że nie wszystko jeszcze stracone…

Z punktu widzenia analizy technicznej sytuacja nie wygląda zbyt optymistycznie dla strony popytowej. Niestety nieudana walka o poziom 1250 dolarów za jedną uncję nie świadczy dobrze o byczej części rynku. Wartość ta, poza swoim psychologicznym wydźwiękiem, była także bardzo istotna z punktu widzenia analizy wykresu. Okazuje się bowiem, że znajduje się tam przeniesienie całej wysokości odbicia, które miało miejsce w drugiej połowie sierpnia względem wysokości październikowego odbicia. Co gorsza, w samym szczycie wyrysowała się negatywna formacja spadającej gwiazdy.

Po tym nagromadzeniu negatywnych sygnałów kupującym starczyło sił na zaledwie dwa tygodnie walki, po czym zostały bardzo szybko sprowadzone do parteru. Parterem w tej sytuacji okazała się być okrągła wartość 1200 dolarów za jedną uncję kruszcu. Tam też kupujący postanowili ruszyć z kontratakiem i co warte odnotowania przebili się ponad kluczową lokalną barierę, jaką stanowi 1220 dolarów.

Obecnie przysłowiowa piłeczka jest po stronie kupujących. Jeżeli uda im się wytrzymać napór sprzedających i przebić 1250 dolarów za uncję, wówczas linia frontu może zbliżyć się nawet do rejonów 1300 dolarów. Z kolei, gdyby niedźwiedzie zdusiły rynek i zepchnęły go poniżej lokalnej bariery, wtedy bardzo możliwe, że w niedalekiej perspektywie linia walk przesunie się do rejonów sierpniowych minimów.

Tagi:,

Comments are closed.