Czarne chmury nad polskim rynkiem długu PDF  | Drukuj |  Email
24.06.2010.
Od pewnego czasu rosnące zadłużenie państw jest tematem, który budzi obawy inwestorów na całym świecie. Większość krajów musi przeprowadzić reformę finansów publicznych, niezbędną do ograniczenia ich zadłużenia. Przykładowo Grecja została zmuszona do tego przy okazji udzielenia jej finansowej pomocy ze strony MFW i UE. Z kolei takie kraje jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania zapowiedziały już obniżkę wydatków państwowych. Kolejne kraje z pewnością będą także prezentowały plany dążące do zmniejszenia deficytu budżetowego. Groźba niewypłacalności, jak też obniżenie ratingu powodują zmiany w polityce fiskalnej wielu państw. W związku z tym inwestorzy mogą zadać sobie pytanie, kiedy „fiskalne zaciskanie pasa” dotrze do Polski i jak to wpłynie na rynek obligacji skarbowych.
 
Sytuacja jest na tyle poważna, iż agencje ratingowe zastanawiają się nad możliwością zmiany perspektyw ratingu dla naszego kraju. Spowodowałoby to poważne konsekwencje zarówno dla Skarbu Państwa, jak i obecnych posiadaczy papierów skarbowych. Wzrost rentowności spowodowany obniżeniem ratingu z pewnością pogorszyłby sytuacje związaną z zadłużeniem (wzrost kosztów zaciągnięcia nowego długu). Głównym powodem do obaw są opóźnienia w reformie finansów publicznych, a właściwie ich brak. Co więcej nie ma nawet planu reform (rząd ma przedstawić go w lipcu), a próg 55 proc. długu publicznego w relacji do PKB, może zostać przekroczony w ocenie samego wiceministra finansów. Uważa on, że wyjściem z takiej sytuacji jest przede wszystkim ograniczenie wydatków publicznych. Obecnie rynek czeka na plan budżetu państwa na przyszły rok, który zostanie podany po oszacowaniu skutków powodzi. Według Rady Ministrów może to potrwać jeszcze od kilku do kilkunastu dni, najprawdopodobniej zostanie on przedstawiony dopiero po II turze wyborów prezydenckich.
 
Ponadto Komisja Europejska rozpoczęła wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu, gdyż w 2009 roku deficyt sektora budżetowego w Polsce wyniósł 3,9 proc. PKB, czyli przekroczył dopuszczalne 3 proc. Ponadto nie utrzymuje się już na poziomie bliskim tych trzech procent, więc nie ma charakteru tymczasowego. Komisja prognozuje także, że w 2010 r. deficyt w Polsce osiągnie 7,3 proc., chyba że nastąpią zmiany w prowadzonej polityce fiskalnej. Na tle innych krajów UE wypadamy dość dobrze – deficyt w Irlandii wynosi 15,6 proc., Wielkiej Brytanii 13,8 proc., na Łotwie 13,6 proc., a w Hiszpanii 9,8 proc. Jednak w przeciwieństwie do nich Polska miała problemy z deficytem nawet w czasie koniunktury. W ocenie agencji Moody’s, która preferuje odnoszenie długu nie do dochodu narodowego, tylko do wielkości przychodów fiskalnych danego kraju, różnica pomiędzy zadłużeniem Polski a Hiszpanii jest niewielka. W 2010 roku dług Hiszpanii odpowiadał 179 proc. jej dochodów fiskalnych, zaś dług Polski 139 proc. tych dochodów. Co więcej Hiszpania przeznacza mniej na regulowanie bieżących odsetek od długu (6,1 proc. w 2010 r.) niż Polska (7,5 proc.).
 
Rynek oczekuje, iż po wyborach prezydenckich Rada Ministrów przedstawi i zrealizuje niezbędne reformy finansów publicznych w sposób skuteczny. W innym przypadku obniżenie ratingu dla Polski jest całkiem realne, co spowoduje spadki na rynku długu. Już teraz można zauważyć spekulacyjne trendy na rynkach finansowych. W ostatnim czasie oprocentowanie naszych obligacji wzrosło. Różnica między polskimi a niemieckimi dziesięciolatkami przekracza 300 pkt. bazowych, a jeszcze na początku roku wynosiła niewiele ponad 200 pkt. bazowych. Rozwiązaniem dla inwestorów jest możliwości zajęcia krótkiej pozycji na rynku obligacji skarbowych. GPW da taką szansę rodzimym graczom od 1 lipca 2010 roku, będą oni mieli do wyboru 40 różnych obligacji skarbowych. Stosując ten rodzaj transakcji inwestor zarobi, gdy cena papieru wartościowego spadnie. Jeszcze inną możliwością jest rynek CDSów. Dostępne są one na niektórych platformach transakcyjnych. CDS to instrument finansowy służący do zabezpieczenia się przed niewypłacalnością dłużnika. Zmiany ich cen odzwierciedlają przewidywania inwestorów dotyczące kondycji finansowej emitenta instrumentów dłużnych (im wyższa cena, tym większe ryzyko niewypłacalności).
 

Paweł Kolman