|
Spadające zapasy i nieznaczna poprawa na rynku nieruchomości okazały się motorem napędowym dla miedzi. Cały czas zauważalna jest obecność dużego gracza, jakim są Chiny. Rynkowi towarowemu pomaga również wzmożony apetyt na ryzyko wśród inwestorów. Choć z drugiej strony jest to awersja do pieniądza papierowego, który w najbliższej przyszłości będzie poważnie tracił swoją siłę nabywczą. Na wspomnianej awersji zyskuje żółty metal, który w dalszym ciągu postrzegany jest jako bezpieczna ostoja dla kapitału. Coraz bardziej zauważalna staje się ucieczka ogromnych instytucji finansowych w złoto w każdej jego formie.
Miedziany błysk nadziei dla gospodarek
Odkryciem Ameryki nie będzie stwierdzenie, że w ostatnim czasie na rynek miedzi największy wpływ mają spadające zapasy. W związku z tym na początku tygodnia zauważalna była przewaga inwestorów grających na zwyżkę. W poniedziałek na otwarciu miedź kosztowała: 3690 USD/t (dolarów za tonę) w Londynie (LME), 3660 USD/t w Nowym Jorku (COMEX) i 4405 USD/t w Szanghaju (SHFE). Po raz kolejny silnego wsparcia udzielały dane o zapasach na LME, które są już o blisko 55 tys. ton niższe od 5-letnich rekordów ustanowionych pod koniec lutego. Tym razem zniżki nie były okazałe (z 497,6 tys. ton w poniedziałek do 493,4 tys. ton w piątek), ale potwierdzają one trend spadkowy. W podobnym kierunku zmierzają rezerwy giełdy szanghajskiej, które spadły z 34,7 tys. ton do 31,4 tys. ton. Stabilne pozostały rezerwy miedzi w Nowym Jorku - od 6 marca wynoszą dokładnie 44,4 tys. ton. Optymizm na rynku czerwonego metalu wynikał także z kilku innych czynników. Pierwszym jest coraz lepsza sytuacja na rynku nieruchomości. Wprawdzie początek tygodnia nie obfitował w dobre dane (Japonia: spadek sprzedaży domów typu kondominium w Tokio o 27,5 proc. r/r, Wielka Brytania: dynamika indeksu cen mieszkań sporządzanego przez Rightmove wyniosła -0,9 proc. m/m i -9,0 proc. r/r). To jednak nadzieje rozbudziły się, gdy indeks NAHB ukazujący nastroje amerykańskich firm budowlanych utrzymał się na poziomie 9 pkt. Swoisty punkt zwrotny potwierdziły we wtorek pozwolenia na budowę w USA (w lutym wobec spodziewanego spadku do 500 tys. nastąpił wzrost do 547 tys.), a także liczba rozpoczętych budów domów w USA (583 tys. wobec prognozowanej zniżki do 450 tys.). Były to pierwsze wzrosty od 10 miesięcy. Niemniej jednak zdecydowanie gorzej wyglądają odczyty produkcji przemysłowej w głównych, światowych gospodarkach. W lutym w Stanach Zjednoczonych spadła ona o 1,4 proc. m/m (prognoza: -1,1 proc., poprzednia wartość: -1,9 proc.). Jeszcze bardziej rynek zaskoczony został w piątek po komunikacie Eurostatu, ponieważ tak złej dynamiki produkcji przemysłowej nie spodziewał się nikt. W skali miesięcznej wyniosła ona -3,5 proc. (prognoza: -1,5 proc., poprzednia wartość: -2,6 proc.), zaś na przestrzeni roku aż -17,3 proc. (prognoza: -13,4 proc., poprzednia wartość: -12,0 proc.). Dane przełożyły się na rynki walutowe, akcyjne i towarowe. Notowana w Nowym Jorku miedź chwilę przed ukazaniem się danych kosztowała 4077 USD/t, co było 4-miesięcznym rekordem na tej giełdzie. Nie byłoby to możliwe gdyby nie wcześniejsze wiadomości o imporcie. Według chińskiego Krajowego Biura Rezerw import miedzi górniczej, rafinowanej i stopów miedzianych w lutym wzrósł o 79,3 proc. r/r do 283,5 tys. ton, co wraz odczytami ze stycznia daje łącznie zwyżkę o 53,5 proc. r/r do 485 tys. ton. Jednak Chiny w pojedynkę nie są w stanie utrzymać globalnego bilansu rynku miedzi w dotychczasowym kształcie. Świadczy o tym kilka raportów, które ujrzały światło dzienne w minionym tygodniu. World Bureau of Metal Statistics poinformowało w środę, że w styczniu globalny rynek czerwonego metalu zanotował 151 tys. ton nadwyżki, wobec 4 tys. ton deficytu rok wcześniej. Z kolei International Copper Study Group podało kolejne dwie ważne wiadomości. Pierwsza dotyczyła wzrostu globalnych zdolności produkcji tego metalu o 8,8 proc. w 2008 roku, choć odnotowano poważne spowolnienie w związku z kryzysem gospodarczym. Druga pokazywała szacunki bilansu popytu i podaży omawianego surowca. Zdaniem tej agencji w pierwszej połowie 2008 roku odnotowano 140 tys. ton deficytu, co zostało w pełni zniwelowane przez 500 tys. ton nadwyżki w drugiej połowie tego roku. Zatem łącznie w poprzednim roku było o 360 tys. ton miedzi za dużo. Według prognoz tej agencji w obecnym roku nadwyżka wyniesie około 100 tys. ton, co będzie głównie rezultatem spowolnienia tempa wzrostu podaży. Pomimo mieszanych sygnałów odnośnie stanu globalnej gospodarki miedź zyskała w ujęciu tygodniowym. W piątek na zamknięciu czerwony metal kosztował 3944 USD/t na LME, 3969 USD/t na COMEX, a na szanghajskim SHFE 4857 USD/t.
Globalna dywersyfikacja dynamitem dla złota
Mijający tydzień na rynku złota miał dwa odmienne oblicza. W pierwszej części kruszec po otwarciu tygodnia na poziomie 926 dolarów za uncję jubilerską (inaczej trojańska = 31,1g) i po małym wzroście rozpoczął marsz w kierunku południowym. Działo się to pomimo, iż największy na świecie fundusz typu ETF zabezpieczany złotem – SPDR Gold Trust niemalże codziennie zwiększał ilość posiadanego przez siebie złota. Zakupił on następujące ilości złota: 13 ton w poniedziałek, 15,2 ton w środę, 19 ton w czwartek oraz 9,3 ton w piątek ustanawiając nowy rekord aktywów w złocie na poziomie 1114,60 ton. Tymczasem od początku tygodnia rynek czekał na decyzje Fed w sprawie wysokości stóp procentowych, a raczej na późniejszy komunikat oraz komentarz szefa tej instytucji Bena Bernanke. Przed omawianym wystąpieniem zadrżał niemalże cały rynek towarów. Najbardziej metale szlachetne, w tym oczywiście złoto, które spadło przed tą decyzją z 913 dolarów do 883 dolarów. Jednak w środę wieczorem wraz z decyzją o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian Ben Bernanke poinformował, że Rezerwy Federalne odkupią od swojego rządu papiery wartościowe za 300 mld dolarów. Spowodowało to wyskok kursu EURUSD z 1,3105 aż do 1,3431 w ciągu godziny, a w czwartek osiągnęliśmy nawet poziom 1,3735. Pociągnęło to natychmiastowo w górę wartość większości towarów, a w szczególności ropy naftowej i metali szlachetnych. Złoto jeszcze przed zamknięciem środowych notowań kosztowało w Nowym Jorku 947,40 dolarów za uncję, co oznaczało wzrost wartości o ponad 7 procent w ciągu zaledwie kilku godzin. O tym, że złoto będzie drożało w przyszłości świadczy coraz większa niechęć do pieniędzy papierowych. Potwierdził to John Paulson, który jest założycielem funduszu hedgingowego Paulson & Co, który we wtorek wydał 1,28 mld dolarów na 11,3 proc. udziałów w Anglogold Ashanti z siedzibą w Johannesburgu – firmie wydobywającej złoto w RPA. Według niego złoto zyska wraz z utratą wartości przez pieniądz papierowy, spowodowaną głównie kryzysem gospodarczym i działaniami banków centralnych dodrukowujących pieniądze. W związku z tym bardzo ciekawe zapowiada się nadchodzące zebranie G20, na którym Rosja poparta przez Chiny i kraje rozwijające się zaproponuje dyskusję na temat sposobu zamienienia dolara jako głównego składnika rezerw walutowych. Były dyrektor badań nad walutami w JP Morgan, Avinash Persaud powiedział agencji Reuters, że propozycja będzie polegać na utworzeniu dawnego Ecu lub czegoś w stylu „globalnego euro”. W sytuacji gdy banki centralne i główne fundusze inwestycyjne będą zamieniać posiadane w swoich aktywach waluty na nową, rezerwową walutę sporym zainteresowaniem może cieszyć się złoto. Na zamknięciu piątkowych notowań kruszec kosztował 952 dolarów, co oznacza wzrost w ujęciu tygodniowym o 2,8 proc.
Bartosz Krawczyński
|