Naftowy defetyzm PDF  | Drukuj |  Email
23.02.2009.

Zapowiadane redukcje wydobycia ropy naftowej na świecie, w dalszym ciągu nie powodują odwrócenia negatywnej – dla państw eksportujących – tendencji na rynku tego surowca. Wydaje się, że permanentnie ingerujące w limity wydobycia państwa OPEC, nie są w stanie zdeterminować kierunku ruchu cen, który mógłby przywrócić równowagę przede wszystkim nadszarpniętym budżetom krajów Bliskiego Wschodu. „Niezwykle niepokojąca sytuacja”, jak obecną rzeczywistość nazywają państwa kartelu, poskutkowała kolejnymi cięciami wydobycia, które w lutym mają sięgnąć 3,5 proc. Łącznie od września 2008 roku, skumulowana wartość redukcji wydobycia wyniosła 4,2 mln baryłek dziennie (bbl/d), jednakże faktyczny spadek wydobycia wyniósł około 80 proc. tej liczby. W związku z tym, że w ostatnim czasie ropa naftowa Light Sweet Crude West Texas Intermediate (WTI) jest w dość dużym stopniu uzależniona od kondycji gospodarki amerykańskiej, obserwacje tendencji na rynku „czarnego złota” nie powinny pomijać ropy typu Brent (notowana w Londynie na ICE - Intercontinental Exchange), ze względu na relatywnie większą „neutralność” analizy. Ropa Brent na londyńskiej giełdzie ICE rozpoczęła zmagania od 44,65 dolarów za baryłkę (USD/bbl), natomiast ceny ropy WTI znajdowały się na poziomie 37,50 USD/bbl. Po raz kolejny najistotniejszym czynnikiem wpływającym na notowania ropy były wydarzenia makroekonomiczne. Poniedziałkowe dane z Japonii (obecnie drugiej gospodarki na świecie) na temat dynamiki PKB (spadek 3,3 proc. kw/kw oraz 12,7 proc. r/r) oraz produkcji przemysłowej (-9,8 proc. m/m oraz -20,8 proc. r/r) na pewno nie pomogły surowcowi. Negatywne dane napłynęły również z USA, gdzie odczyt dynamiki produkcji przemysłowej pokazał jej spadek o 1,8 proc. w relacji miesięcznej. Dzień później opublikowane zostały zaskakujące dane o amerykańskich zapasach, które spowodowały znaczną zwyżkę cen „czarnego złota”. Analitycy, którzy spodziewali się wzrostu zapasów ropy naftowej o 3,6 mln baryłek zostali negatywnie zweryfikowani przez faktyczną publikację, która pokazała spadki zmagazynowanej ropy o 138 tys. baryłek. Szok wywołany pierwszym spadkiem zapasów w 2009 roku, spowodował olbrzymią determinację strony popytowej na rynku, co zaowocowało wzrostem cen „lekkiej słodkiej” o niemalże 7 dolarów. Na temat rezerw wypowiedziała się Komisja Europejska, która również zamierza publikować informacje dotyczące poziomu zapasów surowca, po to by zwiększyć przejrzystość rynku energii. To czy projekt dojdzie do skutku będzie zależało głównie od konsensusu rządów Wspólnoty Europejskiej, które póki co nie są chętne do publikowania takich informacji. Pozytywnym impulsem dla europejskiej odpowiedniczki ropy amerykańskiej były dane z Wielkiej Brytanii o sprzedaży detalicznej, która wzrosła o 0,7 proc. m/m oraz 3,2 proc. r/r. Wartymi wspomnienia w tej analizie są ceny energii w USA (przede wszystkim benzyny i prądu), których poziom w minionym miesiącu wzrósł o 1,7 proc. m/m – pierwszy raz od lipca 2008 roku, czyli miesiąca, w którym pękła bańka naftowa.

Oprócz wiadomości makro, ważne z punktu widzenia rynku ropy są doniesienia polityczne z państw mających wpływ na jej podaż. Na pierwszy plan wysuwają się kraje Bliskiego Wschodu, o których była mowa wcześniej, niemniej jednak godna uwagi zarówno z gazowego, jak i naftowego punktu widzenia jest Rosja. Rosyjskie Ministerstwo Finansów opracowało nową ustawę budżetową, w której deficyt budżetowy został zrewidowany i ma wynieść 8 proc. PKB z poprzedniego poziomu 3,7 proc. Główną winowajczynią obecnego kryzysu fiskalnego w Rosji jest ropa naftowa, której średnie prognozy na 2009 rok wynosiły 90 USD/bbl, natomiast w nowym dokumencie cena ta została obniżona do 41 USD/bbl. Co więcej, resort szacuje, że każde 5 dolarów spadku średniej ceny „czarnego złota” będzie zwiększać deficyt budżetowy Rosji o ok. 0,8 proc. PKB. Kłopoty w światowej gospodarce i niskie ceny ropy naftowej nie przeszkadzają z kolei prezydentowi Wenezueli inwestować w sektor energetyczny. W najnowszym projekcie, który po nacjonalizacji przemysłu naftowego podniesie koszty ponad dwukrotnie (z 8 do 18,4 mld USD), Hugo Chavez zamierza zwiększyć wydobycie ropy w przeciągu 7 lat o 400 tys. bbl/d (do poziomu 4,3 mln bbl/d), czyli o 12 proc. Obecne wydobycie surowca w tym kraju oszacowano w minionym tygodniu na 2,15 mln bbl/d. Za to spadek wydobycia o 9,2 proc. zanotował Petroleus Mexicanos. Największa meksykańska firma wydobywcza podała w zeszłym tygodniu do publicznej wiadomości informację o spadku wydobycia do 2,685 mln bbl/d. Wyhamowanie podaży wciąż nic nie daje, przede wszystkim dlatego, że stale spada popyt na paliwa (we Francji w styczniu popyt na benzynę i olej napędowy spadł o 6 proc.), co odzwierciedla się w spadających cenach europejskich paliw. Ponadto, podaje się, że europejskie rafinerie pracują na 85 proc. możliwości produkcyjnych. W przeliczeniu na ilości realne, niższe moce produkcyjne o 5 proc. implikują spadek dziennej rafinacji o 700 tys. baryłek. Obniżce cen ropy nie pomogły nawet informacje o pożarze i zniszczeniach w rotterdamskiej rafinerii (Kuwait Petroleum’s Rotterdam), która przerabiała 80 tys. baryłek dziennie.

Podsumowując tydzień na rynku ropy naftowej, można zauważyć coraz większą przychylność firm (i państw) do obniżania prognoz cen „czarnego złota” w 2009 roku. Barclays prognozuje ceny ropy typu Brent na poziomie 60 USD/bbl, co jest obniżką o 15 proc. Co więcej, analitycy Barclays uważają, że globalny popyt skurczy się o 1,25 mln bbl/d, czyli znacznie więcej niż zakłada Międzynarodowa Agencja Energii. W przeciągu tygodnia odnotowano spadek cen ropy typu Brent o 6,43 proc. do 41,78 USD/bbl. Ropa WTI, której kontrakty na marcowe dostawy wygasły w piątek, zanotowała z kolei wzrost w przeciągu tygodnia o 6,08 proc. do poziomu 39,78 USD/bbl, doprowadzając do zmniejszenia spreadu WTI-Brent do 2 dolarów.

Polska blokuje inwestycje

Rynek gazu, z którym mamy w ostatnich miesiącach dość dużo do czynienia, rozpoczął poniedziałkowe notowania od 4,4410 dolarów za metr sześcienny (USD/m3). Informacje makroekonomiczne, które zostały omówione przy okazji rynku ropy naftowej powinno się wesprzeć rezerwami gazu, które podaje Energy Information Agency. Zgodnie z publikacją amerykańskie rezerwy stopniały w relacji tygodniowej po raz kolejny, tym razem o 1,19 proc. Nie wywołało to jednak fali zakupów, jak w przypadku ropy naftowej. Głównym powodem jest z pewnością utrzymywanie się najwyższego poziomu amerykańskich zapasów od 5 lat. Siłę handlu zagranicznego pokazała Holandia, która w minionym tygodniu podała wstępne dane o eksporcie gazu za cały 2008 rok. Jak się podaje, kraj ten wyeksportował rekordowe 58,5 mld m3 gazu, co jest najwyższym wynikiem od lat 50-tych XX wieku, gdy uruchomiono złoże gazu Slochteren. Dość ważnym aspektem europejskiego rynku gazu ziemnego jest gazociąg Nord Stream, na temat którego od dłuższego czasu toczy się publiczna debata. Niemcy chcą wykorzystać środki z unijnego budżetu do walki z kryzysem na jego budowę. Temat, jak można było przewidzieć spowodował prawdziwą burzę, którą rozpętała między innymi Polska. Według Gazpromu, który w środę opublikował dane o produkcji gazu za styczeń (-16 proc. r/r oraz -19,9 proc. m/m), Gazociąg Północny ma ruszyć w 2011 roku, niezależnie od wszelkich utrudnień, zarówno natury ekologicznej jak i politycznej. Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) zapowiada, że jest w stanie poprzeć inicjatywę i wspomóc Niemcy pożyczką, pod warunkiem, że zgodzą się na to wszystkie kraje Unii Europejskiej. Problemów Unii Europejskiej na tym nie koniec, bo Ukraina ponownie nie płaci Rosji za gaz. Ukraińska, państwowa spółka Naftogaz traci płynność finansową i coraz bardziej się zadłuża, głównie z powodu braku płatności ze strony ukraińskich przedsiębiorstw komunalnych. W Rosji natomiast, otworzono pierwszą fabrykę skroplonego gazu ziemnego w miejscowości Sachalin, która ma w przyszłości odpowiadać za 4 proc. światowej produkcji „błękitnego paliwa”. Na tej inwestycji rosyjski przemysł energetyczny nie poprzestał, jako, że ostatnie spotkanie prezydenta Miedwiediewa z prezydentem Boliwii – Evo Moralesem, zaowocowało zacieśnieniem współpracy, zwłaszcza w zakresie budowy gazociągów oraz odkrywania złóż.

Nieustające spadki cen gazu, podobnie jak ropy naftowej, są jedną z konsekwencji zamykania fabryk samochodowych, które odpowiadają za około 29 proc. ogółu popytu na ten surowiec. Jak zapowiada amerykański Departament Energii popyt ze strony największych konsumentów gazu może spaść w 2009 roku nawet o 5,1 proc. Podsumowując, gaz ziemny zakończył piątkowe notowania na poziomie 4,0450 USD/m3, co oznacza przecenę w przeciągu tygodnia o 8,92 proc.


Wojciech Demski