Popyt na ropę cofnięty o 27 lat PDF  | Drukuj |  Email
15.02.2009.

Pomimo obfitych doniesień z rynku ropy naftowej w minionym tygodniu, zmienność cen surowca była mniejsza. Jednak nie zmienia to faktu, że każdy dzień wnosił bardzo wiele fundamentalnych impulsów w notowania „czarnego złota”. W przypadku amerykańskiej Light Sweet West Texas Intermediate (WTI) rynek rozpoczął tydzień od 40,06 dolarów za baryłkę (USD/bbl), zaś cena ropy typu Brent wynosiła w poniedziałek 46,22 USD/bbl. W dalszym ciągu zatem widać odwrócenie spreadu WTI-Brent, natomiast z cen instrumentów pochodnych wynika, że rynek „czarnego złota” znajduje się w stanie contango, o którym pisałem w poprzedniej analizie.

Rozpoczynając przegląd informacji makroekonomicznych, które dość mocno wpływają na rynek ropy naftowej, można przejść od razu do środy, kiedy to zostały opublikowane dane o amerykańskich zapasach surowca. Po raz kolejny zwiększyła się ilość zmagazynowanej ropy naftowej (Crude), tym razem o 4,717 mln baryłek (przy szacunkach na poziomie 2,7 mln). Rosnące zapasy lekkiej słodkiej nie zostają jednak przetwarzane, a widać to w obrazie rezerw amerykańskich paliw, których ilość w magazynach została zredukowana o 2,662 mln baryłek (szacowano wzrost o 500 tys.) oraz destylatów, które zanotowały spadek o 1,026 mln baryłek (prognoza: -1,7 mln). Czwartek przyniósł wiadomości o topniejącej w oczach dynamice produkcji przemysłowej w strefie euro, która zgodnie z publikacją Eurostatu wyniosła -2,6 proc. w relacji miesięcznej (przy konsensusie -2,1 proc.) oraz -12 proc. w stosunku rocznym (szacunki: -8,8 proc.). Ponadto, opublikowano dane o sprzedaży detalicznej w USA w styczniu (wzrost o 1 proc. m/m). Najważniejszą częścią raportu dla rynku ropy była sprzedaż na stacjach benzynowych, która w relacji miesięcznej wzrosła o 2,6 proc. Jednakże, porównując dane ze styczniem 2008 roku, zaobserwowano ponad 37-procentowy spadek. W piątek rynki finansowe zdominowały kiepskie dane o PKB zarówno z Niemiec (-2,1 proc. kw/kw oraz -1,6 proc. r/r) jak i całej strefy euro (-1,5 proc. kw/kw oraz -1,2 proc. r/r). Brak informacji makro z początku tygodnia został zbilansowany przez państwa wchodzące w skład Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), które wspólnie odłożyły w czasie 35 projektów inwestycyjnych znajdujących się w różnych fazach realizacji. Jak się zapowiada, państwa nierzadko uzależnione od przychodów z ropy zaczynają na potęgę redukować wydatki inwestycyjne. Co więcej, Abdalla Salem el-Badri – generalny sekretarz OPEC - zapowiedział, że projekty te nie zostaną wznowione dopóki ceny ropy nie wzrosną, co w obliczu obecnego spowolnienia światowej gospodarki z dużym prawdopodobieństwem za szybko nie nastąpi.

W minionym tygodniu opublikowany został także raport Międzynarodowej Agencji Energii (MEA), która po cięciu globalnego PKB do 0,5 proc. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), zredukowała prognozy konsumpcji ropy w 2009 roku o kolejne 570 tys. baryłek dziennie do poziomu 84,7 mln (-1,1 proc. r/r, łącznie w 2009 roku: -1 mln baryłek dziennie). Ponadto, MEA podała do publicznej wiadomości statystyki za styczeń, w którym na rynek dostarczano 85,2 mln baryłek dziennie, co jest równoznaczne ze spadkiem podaży o 520 tys. baryłek. Głównym powodem niższej ilości surowca na rynku jest obniżka wydobycia przez kraje OPEC. Zapasy w krajach OECD w grudniu 2008 oceniane były na 57 dni (pokrycie średniej konsumpcji), czyli o 4,5 dnia więcej niż w analogicznym okresie w roku poprzednim. W części prognostycznej raportu pokazano, że w wyniku obniżania mocy produkcyjnych w USA i Japonii ogólne zużycie „czarnego złota” przez rafinerie spadnie w I kwartale 2009 roku o 300 tys. baryłek dziennie. Nie inaczej będzie w Chinach, gdzie fabryki na chwilę obecną wykorzystują o 800 tys. baryłek mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Gdyby te prognozy się sprawdziły, byłby to globalnie najniższy popyt na ropę od 1982 roku!

Podsumowując tydzień na rynku „czarnego złota”, można zauważyć ponowny spadek cen surowca, pomimo przyjęcia kolejnych planów ratunkowych: „Planu Obamy” w USA (838 mld dolarów) jak i „drugiego planu ratunkowego” w Niemczech (50 mld euro oraz liczne zachęty podatkowe). Ropa WTI na giełdzie NYMEX zakończyła tydzień na poziomie cenowym 37,73 USD/bbl, natomiast ropa Brent – na 44,66 USD/bbl. Tak więc lekka słodka zanotowała spadek o 5,82 proc., natomiast Brent o 3,38 proc.

Inwestycje gazowe w Arktyce

W przeciwieństwie do rynku ropy naftowej, na rynku gazu ziemnego, po styczniowej katastrofie politycznej w Europie dotyczącej dostaw gazu, jest relatywnie spokojnie. Surowiec rozpoczął miniony tydzień od ceny 4,6780 dolara za metr sześcienny (USD/m3), spadając w przeciągu tygodnia o 0,237 USD/m3 (czyli o 5 proc.) do poziomu 4,4410 USD/m3. Badając niemalże analogiczne dane jak w przypadku ropy naftowej, nie sposób pominąć amerykańskich rezerw, które zostały opublikowane przez Energy Information Agency (EIA). Mimo że odnotowano dość duży spadek zapasów, rynek nie reaguje aż tak dynamicznie jak w przypadku ropy naftowej. Dalsze informacje zostały praktycznie zdominowane przez rosyjski Gazprom, który odgrywa dość duża rolę w światowym handlu gazem ziemnym. Rosyjska spółka energetyczna zapowiedziała obniżki cen surowca dla odbiorców europejskich. Jak twierdzi Aleksander Miedwiediew, wiceprezes koncernu, ceny gazu dla europejskich odbiorców spadną o 32 proc., do 280 dolarów za 1000 m3 (dla przypomnienia, w 2008 r. było to 409 dolarów). Olbrzymi problem mają politycy i zarząd koncernu, który obawia się straty w IV kwartale 2008 roku (spadek eksportu o 21 proc.). Warto dodać, że Gazprom będzie potrzebował przypływu gotówki, ze względu na otrzymanie licencji na poszukiwanie, wydobycie i eksploatację złóż w Wietnamie i Japonii.

Jeśli chodzi o informacje dotyczące dostaw gazu, nie można pominąć budowy gazociągu łączącego Norwegię z Danią i Szwecją (projekt Skanled), która niejednemu krajowi (w tym Polsce) pozwoli zdywersyfikować dostawy surowca. Przynajmniej połowa norweskiego gazu, jaki ma trafić nowym rurociągiem do Danii, zostanie bowiem dalej przesłana do Polski – w tym celu z duńskiego Rodvig zostanie poprowadzona rura na polskie wybrzeże. Wniosek w sprawie budowy zostanie złożony władzom Norwegii w kwietniu bieżącego roku. Rurociąg ma kosztować 1,6 mld dolarów. Szacuje się, że w przypadku dojścia tej inwestycji do skutku, do Polski będzie trafiało 2,5-3 mld m3 gazu, co stanowi ok. 18 proc. obecnego zużycia. Dodatkowo, norweska spółka StatoilHydro ASA podała do publicznej wiadomości informację o zamierzeniach poszukiwania złóż gazu w Arktyce. Dotychczas spółka wydobywała gaz ziemny z dna Morza Barentsa, po czym chłodziła surowiec i dostarczała do krajów europejskich oraz Stanów Zjednoczonych.


Wojciech Demski