Zielona waluta chłodzi surowce PDF  | Drukuj |  Email
15.06.2008.

Najwyraźniej inwestorzy już wyczekują spotkania ministrów finansów grupy G8, którego głównym tematem ma być inflacja na świecie. Przy tracącej w tym tygodniu ropie naftowej oraz 2,6% obniżce kursu EURUSD, żółty kruszec doznał 3,5% uszczerbku na wartości.

W poprzednim tygodniu pociąg zwany ropą naftową nie zwalniał. Samą śmietankę postanowił zostawić nam na piątek, bowiem w ten dzień surowiec uzyskał swoją najwyższą cenę w historii 139,03 dolarów za baryłkę. Miedź natomiast przy znaczącym spadku kursu eurodolara oraz spadającym popycie ze strony dwóch największych konsumentów, czyli Chin oraz Stanów Zjednoczonych niespodziewanie, jak na tę porę roku tanieje. Do dawnej świetności w dalszym ciągu nie potrafi wrócić złoto i pomimo wysokich cen ropy naftowej, które są sprzymierzeńcem żółtego kruszcu.

W dalszym ciągu ropa tematem numer jeden

Na poniedziałkowym otwarciu giełdy towarowej w Nowym Jorku ropa naftowa typu Crude kosztowała 137,60 dolarów za baryłkę. Był to wynik zaledwie o 1,43 dolara gorszy niż wynosi obecny rekord wszechczasów zanotowany pod koniec zeszłego tygodnia. Przedstawiciele krajów OPEC w dalszym ciągu przekonują, że podaż ropy z ich strony jest wystarczająca, co za tym idzie rekordowo droga ropa naftowa nie jest ich zasługą. Ich zdaniem wina leży po stronie spekulantów, którzy wykorzystują niską wartość dolara oraz niespokojną sytuację geopolityczną podbijając ceny surowca. W tym tygodniu, jednak w znacznym stopniu na sile przybrała amerykańska waluta, która wobec euro w ciągu dwóch pierwszych dni z kursu 1,5842 niemalże jednym ruchem umocniła się do 1,5439. Przyczyną takiego stanu rzeczy była wypowiedź prezydenta USA George W. Bush`a, który publicznie przypomniał, jak ważnym elementem dla światowej gospodarki jest dolar amerykański oraz podkreślił zdolność amerykańskiej gospodarki do wyjścia z fazy kryzysu. Pod koniec dnia baryłka ropy kosztowała w granicach 134,65 dolarów. Dziwnie omawiany rynek zachował się we wtorkowe popołudnie, kiedy to wzrastał wbrew umacniającemu się dolarowi, przy braku jakichkolwiek podstaw fundamentalnych. Cena baryłki ropy typu Crude dosłownie otarła się o 138 dolarów, po czym do końca dnia zaczęła pikować, zatrzymując się dopiero przy 130,79 dolarach. W czasie kolejnej sesji do głosu na rynku doszły byki. Tegoż dnia wyhamowanie kursu EURUSD oraz kolejne zaburzenia podaży surowca ze strony Nigerii udzieliły surowcowi silnego wsparcia. Po opublikowaniu przez amerykański departament ds. energii cotygodniowego stanu rezerw ropy, które spadły bardziej niż się spodziewano „czarne złoto” zbliżyło się w okolice rekordów. Znaczący spadek jego importu do USA w okresie wakacyjnym, w czasie, którego notuje się najwyższe zużycie paliw, może oznaczać, że rezerwy spadną do nienotowanych wcześniej poziomów. 138,20 dolarów był najwyższym wynikiem zaobserwowanym w tym tygodniu. Czwartek przy kolejnych spadkach na kursie eurodolara zaczął się słabo dla ropy. Niemalże pewne było, że jeszcze raz spadnie ona do okolic 130 dolarów. Jednak z pomocą notowaniom surowca przyszły po raz kolejny strajki w Nigerii. Głównie za ich sprawą przy ciągłej aprecjacji dolara, ceny ropy pozostawały na wysokim poziomie do końca tygodnia. Tydzień zakończyliśmy przy cenie 134,63 dolarów, co oznacza 1,9% spadek w okresie tygodnia.

Miedź – Popyt ze strony Chin nie sprostał oczekiwaniom

Na nowojorskim NYMEX cena kontraktów na miedź w tym tygodniu na otwarciu wyniosła 7977 USD/t. Nic nie zapowiadało, jednak jej wzrostu. Popyt ze strony Chin nie jest silny jak wcześniej, gdyż coraz bardziej w tym kraju rozwija się własna produkcja. Negatywnie na ceny miedzi wpływała aprecjacja dolara. Także strona podażowa jest już bardziej stabilna, gdyż zakończyły się strajki w chilijskich kopalniach, a protesty w meksykańskich zostały odroczone. Złe nastroje dla tego rynku pogłębiła informacja, że już pod koniec lipca w Zambii zostanie uruchomiona największa kopalnia miedzi w Afryce, która do końca roku będzie w stanie wyprodukować 59 tys. ton surowca. Złagodzić to może zapowiadany deficyt podaży czerwonego metalu w roku obecnym i następnych. Poniedziałek w Chinach był dniem wolnym od pracy, zatem na pozostałych giełdach można było zaobserwować wzmożone zakupy metali przemysłowych. Aczkolwiek pozwoliło to tylko złagodzić spadki. Tego dnia zmniejszyły się również zapasy na LME, co także było informacją o „byczym” charakterze. To spowodowało, że pod koniec notowań znajdowaliśmy się w okolicach 8000 USD/t. Spadający import ze strony Państwa Środka (w maju niższy o 19% m/m) zwiększa natomiast różnicę pomiędzy cenami surowca obowiązującymi w Szanghaju, a tymi, które są w Londynie i Nowym Jorku. Porównując wtorkowe ceny otwarcia, przy 60150 juanach (8847 dolarów) za czerwcowy kontrakt notowany na SHFE, na giełdzie londyńskiej i nowojorskiej mogliśmy go nabyć o około 910 dolarów taniej. Tymczasem w czasie tej sesji podobnie, jak na pozostały rynki surowcowe wpłynął spadek kursu eurodolara. Na NYMEX cena spadła nawet do 7820 USD/t. Przy bardzo nudnej dla tego rynku środzie (nieznaczny wzrost zapasów w Londynie oraz bardzo stabilny poziom cen przez cały dzień), ciekawa sytuacja miała miejsce w czwartek, kiedy to zaraz po słabym otwarciu 7777 USD/t cena spadła do 7722 USD/t. Jednak w miarę wyhamowywania spadków na parze EURUSD cena czerwonego metalu zaczęła odrabiać straty kończąc dzień na małym plusie. Piątek mijał spokojnie do osiemnastej, kiedy to w ciągu godziny została odrobiona niemalże całotygodniowa strata. Spowodowane zostało to znacznym wzrostem cen miedzi w Szanghaju, gdzie prawie przekroczona została bariera 9000 USD/t. Podsumowując po słabym początku i „niedźwiedzich” nastrojach na rynku czerwonego metalu, pod koniec tygodnia udało się zniwelować stratę do 0,5%.

Złoto – Sprawdza się czarny scenariusz

Po przełamaniu na początku tygodnia bariery 900 dolarów za uncję, złoto zaczęło podążać za spadającymi notowaniami ropy naftowej oraz kursem eurodolara. Trochę pomogła informacja, że w wyniku eksplozji w zachodniej części Australii znacznie ucierpiał przemysł wydobywczy kruszcu. Także dane o silnym popycie ze strony Dubaju, gdzie import w I kwartale tego roku był o 71,5% wyższy niż w tym samym okresie niż przed rokiem. Przy 5-dolarowym spadku cen „czarnego złota” oraz 0,8% obniżce kursu EURUSD surowiec kończył notowania na poziomie 895 dolarów za uncję. Złoto nie oparło się natomiast kolejnej znacznej aprecjacji dolara, który zyskał względem wszystkich głównych walut świata. Tego dnia kruszec potaniał o niemalże 20 dolarów powoli zbliżając się do przepowiadanego poziomu 850 dolarów. Dopiero odbicie kursu eurodolara umożliwiło inwestorom zajmującym długie pozycje na chwile odpoczynku. Jednak należy zwrócić uwagę na sezonowość tego rynku, gdyż okres czerwca i lipca okazuje się chudym dla branży jubilerskiej, która w tych miesiącach odnotowuje poważne spadki sprzedaży. W czwartek ukazały się dobre dane odnośnie sprzedaży detalicznej (najszybszy wzrost od 6 miesięcy, który wyniósł ponad 1%), przez co odzyskana została wiara w amerykańską walutę. Po tej publikacji kurs EURUSD zaczął oscylować wokół 1,5400. Ponadto Griffin Mining Ltd poinformował, że po pracach usprawniających, w znacznym stopniu zwiększy się produkcja złota i cynku w kontrolowanych przez niego kopalniach. Zepchnęło to ceny żółtego kruszcu nawet do 859,40 dolarów za uncję. Do końca notowań przy szybko zyskującej na wartości ropie straty zostały odrobione i dlatego czwartek zakończyliśmy przy cenie 870 dolarów. Rynek okazał się łaskawy w piątek, kiedy to pomimo lekkiej obniżki kursu eurodolara oraz słabo spisującej się ropy naftowej, złoto zyskało prawie 2 dolary na wartości. Najwyraźniej inwestorzy już wyczekują spotkania ministrów finansów grupy G8, którego głównym tematem ma być inflacja na świecie. Przy tracącej w tym tygodniu ropie naftowej oraz 2,6% obniżce kursu EURUSD, żółty kruszec doznał 3,5% uszczerbku na wartości.


Bartosz Krawczyński